sobota, 30 maja 2020

RZEPAK, POLA I KAPLICA WAMPIRA


czyli
WYJAZD MAŁĄ MOSKWĄ PO BEZDROŻACH

GRUNTY I SZUTRY A MAŁA MOSKWA

Szczerze mówiąc zawsze ciągnęło mnie na terenowe drogi, może dlatego, że to one mnie wychowały. Pierwsze moje kroki na jednośladzie miały bowiem miejsce zazwyczaj na jakichś bezdrożach. Poligony, dzikie boiska, pola itp. Często mi się tęskniło do tego rodzaju jazdy. Bucefał jest w stanie wjechać praktycznie wszędzie tam gdzie w szczątkowej nawet formie jest kawałek twardszego gruntu. Mimo to to jednak na Moskwie korzystam w pełni z szutrowego szaleństwa.
Jest lżejsza, bardziej poręczna no i tańsza w naprawie gdyby coś poszło nie tak. Ma też spore wąskie koła więc dobrze radzi sobie z koleinami. To dzięki Soft 125 mogę się wyszumieć i zaspokoić offroadowe instynkty choć w minimalnym stopniu, przy okazji uprawiam mikroturystykę lepiej poznając najbliższą okolicę. A czasami zwyczajnie kołatam się przez pola, po to by zwyczajnie odpocząć na łące pod lasem. Jazda poza asfaltem sprawia mi wiele radości i jest czymś zupełnie innym niż rejs po otwartych morzach bitumitu. Dodatkową satysfakcję sprawia mi fakt, że Soft 125 nie jest w żadnej mierze motocyklem terenowym ( i w żadnej mierze nie jest soft), co sprawia, że tego rodzaju wypady są niekonwencjonalne.

PLANY

Plan trasy powstał w pracy. Ogólny i rysowany grubą kreską.
Przetrzymał mi go Grzędowicz pilnie strzegąc mojego pomysłu w okładkach „Wypychacza zwierząt”.
Po nocnej zmianie nie było czasu na sen. Szybka kąpiel, kawa i lustrowanie map na Internecie. Później szybkie drukowanie, pakowanie i wio bo szkoda dnia.