sobota, 25 kwietnia 2020

TAMTE DNI, TAMTE WIECZORY



Kilka słów o tym jak szybko człowiek zapomina o drobnych przyjemnościach

Nienawidzę leniwych dni wolnych które mam między pracą, a pracą. Jestem i po i przed więc zazwyczaj poświęcam wówczas czas na błogie lenistwo, ewentualnie zajmuję się jakimiś drobnymi przydomowymi robotami które często bardzo długo czekają na „ uprawomocnienie się”. Najczęściej jednak zajmuję się bezwiednym przeglądaniem Internetu.

Ostatnio jednak udało mi się wyrwać z tego schematu i wsiąść na motocykl. Próbowałem sobie przypomnieć jak to było te kilka lat temu, kiedy człowiek każdą wolną chwilę niezależnie od wszystkiego, przeznaczał na jazdę. Potrafiłem wsiąść na swoją małą maszynkę i jechać do sklepu po śmietanę. Do sklepu który miałem jakieś 300m od domu.

Wówczas czułem się nienasycony jazdą i „jarało” mnie każde uruchomienie silnika. Codziennie wyjeżdżałem na małe przebieżki po okolicy. Dzięki temu poznałem masę ciekawych miejsc i dróg, które urzekały mnie, czy to odcinkami prostej drogi, czy też serią małych zakrętów na których mogłem się wyżyć. Do ruszenia się z domu i wskoczenia na moto prowokowało mnie wszystko. Dźwięk motocykli za oknami, sesja treningowa motoGP, czy filmiki na YT.

Później gdy miałem już większy motocykl zacząłem jeździć dalej, ale intensywność tej nachalnej potrzeby jazdy zmalała na tyle, że odpuszczałem sobie jazdę po okolicy na rzecz zupełnie nie motocyklowych spraw. To zrozumiałe, że gdzieś po drodze „wydoroślałem” i sporą część mojego życia przejęła zwykła rutyna dnia codziennego. Z drugiej strony, gdybym posiadał ten sam upór jak kilka lat wstecz mógłbym jeździć motocyklem codziennie.


I to nie tak, że mi się znudziło, ale niestety życie wymaga pewnego rodzaju kompromisów.
Rozmyślając tak jechałem dobrze znaną ścieżką i przypominałem sobie siebie pędzącego z całą mocą małego silniczka i szukającego kolejnego rekordu na liczniku.

Dziś toczyłem się spokojnie i rozglądałem się po polach żółcących się już rzepakiem. Wiedziałem, że gdybym chciał, motocykl przyśpieszył by momentalnie i obrócił wskazówkę zegarów na wartość prędkości dwukrotnie wyższą niż kiedyś. Ta myśl jest bardzo wygodna. Dobrze jest mieć świadomość, że w każdej chwili ze spokojnego kłusu mogę przejść w galop lub szaleńczy cwał.

wtorek, 21 kwietnia 2020

O krzyżach, grodzisku i zjawach maści wszelkiej


Krzyżowa przebieżka

Późny początek sezonu spowodowany epidemią wirusa, dała mi się mocno we znaki i choć to nie jest najpóźniej rozpoczynany sezon w mojej karierze, to z wielką przyjemnością i ulgą wyjechaliśmy na krótką przejażdżkę.

Dla czepialskich: tak zachowaliśmy wszystkie formy bezpiecznego spędzania czasu razem.

Krzyż w Pasikurowicach
Wyjazd okazał się być bardzo spontaniczny. Wczesnym popołudniem umówiliśmy się z G-Gearsem i Panią M, że pojedziemy szukać krzyży na północ  od Wrocławia. Ja i Kate widzieliśmy co prawda już te obiekty wcześniej, ale generalnie bardziej chodziło nam o to by w końcu rozprostować kości i przegonić Bucefała.

Pierwsze trzy krzyże nie widniały jeszcze w naszej kolekcji, choć znajdowały się stosunkowo blisko. Pierwszy z nich stoi w Pasikurowicach przy kościele. Jest dobrze zachowany i łatwy do znalezienia, bo widać go już z drogi. Szybkie zdjęcia, żeby nie robić pod plebanią sensacji i spokojna jazda dalej.

piątek, 17 kwietnia 2020

Motowakacje 2019 - Dzień 2


DZIEŃ 2               
19.08.2019
O ciężkim poranku, kryzysie, poszukiwaniu noclegu i o burzy w Kielcach.

Spałem kilka godzin snem sprawiedliwego, a później obracałem się z boku na bok jak dziecko z kolką. Budzik opiewał trzecią nad ranem, ale zupełnie bez potrzeby bo ja zdążyłem się już wybudzić. Czułem się podekscytowany i zupełnie nieprzygotowany. Miałem popakować się wcześniej, ale zeszło mi na montowaniu motocykla.

Skrupulatnie znosiłem wszystkie rzeczy które uznałem za potrzebne w podróży i próbowałem logicznie rozłożyć w kufrach.
Kiedy tobołki leżały już gotowe do zapakowania, wyszedłem do motocykla.
Było zupełnie ciemno.
Pod pachą niosłem pług, którego z G-Gearsem postanowiliśmy nie montować, aż do czasu sprawdzenia czy pompa wody znów się nie spoci.

I tak świecąc ostrym strumieniem światła czołowej latarki przykręcałem cztery śrubki w wilczej godzinie, budząc pewnie zastanowienie i ciekawość ewentualnych sąsiadów nocnych – marków.

czwartek, 16 kwietnia 2020

Motowakacje 2019 - Dzień 1


DZIEŃ I

W tym rozdziale będzie o krzyżu dobrze skrytym w lesie, oraz kurzu, pyle i przyjemności ze spacerowej jazdy w towarzystwie skuterów.

Motocykl po naprawie pompy wody trzeba by przetrenować. Jeśli w trasie zacznie mi ciec pompa wody, to mamy po zawodach. Bez odpowiedniego chłodzenia można szybko zarżnąć silnik.

Wiem o tym, a jednak jakoś nie mogę się zmobilizować, żeby wstać z łóżka.
Ostatecznie biorę Jardana na krótką rozgrzewkę w okolice siechnickiego odcinka Via Regia. Wąska ścieżka, kilka zakrętów, pola i błyszczące oczko jeziorka przy Wschodniej Obwodnicy Wrocławia.
Nie żałuję Jardnaowi manetki i popuszczam wodze na każdym prostym odcinku. Czekam, aż silnik zagrzeje się pod czerwone pole i nerwowo sprawdzam okolicę pompy wody.
Sucho.
Nawet pług nie jest zamontowany w razie gdyby przyszło mi rozbierać motocykl jeszcze raz.

środa, 8 kwietnia 2020

MOTOWAKACJE W OBIEKTYWIE CZ.I - GALERIA

PIERWSZA CZĘŚĆ GALERII ZDJĘĆ Z WYJAZDU NA LITWĘ


Startujemy. Pobudka o 3 nad ranem, z nieba pada lekki deszczyk. Dokręcam pług, mocuję bagaże i obieram kierunek na Brzeg.